Przejdź do treści
Home » Blog hidden » Pozdrawiamy z Albanii – gdzie termometry nie mają juz skali

Pozdrawiamy z Albanii – gdzie termometry nie mają juz skali

23.07 niedziela
Zal wyjezdzać, ale przed nami kolejne atrakcje. Dziś jedziemy  dalej na południe. Opuszczamy rejon gór Durmitor, jedziemy  jeszcze spory odcinek kanionem rzeki Tara przez serpentyny i tak dojezdzamy do stolicy Czarnogóry Podgoricy. Jeśli mysleliśmy kiedyś podczas tej wycieczki, ze jest gorąco, to nie znaliśmy jeszcze skali ciepła. Podgorica wita nas upałem 40 stopni w cieniu. Do tego zero wiatru, wiec powietrze jest gęste jak zupa. Na ulicy zywego ducha, w sumie co sie dziwic. W takiej temperaturze człowiek nie jest w stanie nawet myślec. Samo miasto nie robi wrazenia. Może to przez pogodę, a może to przez fakt, że Czarnogóra jest samodzielnym krajem dopiero od 2006 roku, wiec ta stolica nie ma wiele „historii”. W kazdym razie jedyna atrakcja miasta – Wieża Zegarowa, była w remoncie przykryta jakąś płachtą. Główna ulica miała tylko kilka markowych sklepów – wszystkie zamkniete i żywej duszy. Było jeszcze wzgórze z którego podobno roztaczał sie widok na miasto, ale w takiej temperaturze to nikomu nie chciało się sprawdzać. Zresztą co tam z góry oglądać, jak w całym mieście  nic nie ma….  Skonczyło się na lodach w supermarkecie, bo tam była klimatyzacja. Opuścilismy to miasto bez smutku. Tuz za miastem krajobraz zmienił się diametralnie. Do tej pory było gorąco, ale jechalismy wsród zalesionych gór serpentynami. Za to za miastem preria: trawa zółta, spalona słońcem, płasko, drzew prawie nie widać. Za to pojawiły się winnice. No nareszcie, bo myslałam ze przewodniki kłamią. Przejechaliśmy już tyle Czarnogóry, a winnic nigdzie nie było. Tuż przed granicą dojechalismy do jeziora Szkoderskiego i objechalismy je dookoła. Skończyliśmy w Szkodrze w miasteczku w Albanii. O godzinie 7 było tam nadal 38 stopni. Zatrzymalismy się  się w Our Way Hostel. Bardzo sympatyczny, chodz brakowało w nim klimatyzacji, a przy takich temperaturach ma to znaczenie.  Ależ gorąco…. Ale fajnie tu, orientalnie, to już nie taka poukładana Europa jaką snamy. Bardziej czujemy tu klimat Indii, niż Europy. Temperatura to jedno, ale poza tym klimat na ulicy, temperament ludzi, sposób targowania sie, zaczepki w sklepie, kolor skóry, śmieci wszedzie, nieład na ulicach, ceny. Podoba nam sie tutajJ Na poczatku czulismy sie troche niepewnie, bo nie wiadomo gdzie i jak jechać, rondo wielkie, a pasów nie ma, nagle sa trzy pasy a za chwile pod prąd jedzie rowerzysta a w poprzek zawraca samochód. Wow. Ale bez samochodu było juz do ogarnięcia. Ludzie przemili, ceny znowu na naszą kieszeń, a jedzenie przepyszne. Maja tu walutę leki. 1 euro to 132 leki. Kurs jest sztywny. W rezultacie mozna płacić lekami lub euro, wychodzi na to samo. Na kolacje zdjedlismy mieso zapiekane z papryką i rikottą, lokalny grilowany ser oraz zupę z jajek i cytryny. Wszystkie pyszne, to ostatnie nie podobne do niczego. 

kolacyja. To zolte to zupa z jajek i cytryny

JESTEŚ TAM? TO PODZIEL SIĘ SWOJĄ OPINIĄ!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *