Przejdź do treści
Home » Blog hidden » golf club

golf club

Od czego by tu zacząć… Jest poniedziałek i znowu źle jest. Co ja takiego zrobiłam?? No dobra, zabierałam dzieciom cukierki w szkole jak bylam mała, ale żeby tak za to teraz cierpieć… Coś mi się stało z okiem (mama nie czytaj). Całe oko było różowe i miało takie kreski z krwi jakby się roztrzaskało… jak to zobaczyłam to szybo zdjęłam soczewki i balam się spojrzeć znowu w lustro. Wpadłam w panikę:) I zadzwoniłam do Umniego. Okazalo się, że jego tata jest chirurgiem oka, więc zaraz byłam umówiona na wizytę. Poszłam do managera HR poinformować, że muszę iść do lekarza. Ona popatrzyła na mnie chwilę i oceniła, że w sumie nie muszę, ale jak chcę to mogę. Przyjechał Umni, zwarty i gotowy, i chciał to oko zobaczyć. Po czym się roześmiał i powiedział, że przez telefon powiedziałam, że moje oko krwawi. A mi tylko popękały naczynka. I że nie będziemy zawracać jego tacie głowy. Nie wiem co powiedziałam przez telefon, w końcu w stresie byłam. Do tego angielska język trudna język, Ale rzeczywiście jak spojrzałam w lusterko, to oko wyglądało dużo lepiej:) Samo się naprawiło? Teraz jeszcze jest czerwone wokół źrenicy. Dobra, skoro ustaliliśmy, że nie krwawię to co mi jest? Za dużo soczewek? Nienoszenie soczewek nie jest takie dobre, bo przynajmniej zabezpieczają mi oczy przed pyłem i smogiem… Ale teraz chyba nie będę nosić, no już sama nie wiem. Chce do domu… do mojego okulisty, dentysty, chirurga, gastrologa i psychiatry.

Tak poza tym epizodem, to było całkiem nieźle. Wreszcie w pracy robię to co powinnam robić. Ale o tym zaraz. Po pracy za to, gdy okazało się, że widzę, i nie umieram, pojechałam z chłopakami do klubu golfowego. Nie bardzo wiedziałam czego się spodziewać, klub to klub. W golfa grać nie umiem. Okazało się, że Rushi ma tam członkostwo, i może przyprowadzać gości. Nie byłąm nigdy w amerykańskim klubie członkowskim, ale z opisu wygląda dokładnie tak samo. Raju, gdy tam pojechaliśmy, to ukazał mi się zupełnie inny świat – cywilizacja, poczułam się jakbym była w Europie. Miejsce było ogromne, ale od „reszty zwykłego świata” oddzielone dwoma potężnymi płotami i strażą. Z zewnątrz niepozorny mur, a w środku pole golfowe, stajnia, wybieg dla koni, jakiś hotel, kilka posiadłości, parki, siłownie, baseny, korty, kawiarnie, sklepy i co tylko chcesz… Normalnie państwo w państwie. Mają tam swoją społeczność, jest NORMALNIE. Nikt nie trąbi, nie popycha, jest cicho i kulturalnie, zorganizowane grupy dzieciaków nie przychodzą zebrać do stolika…. są szerokie ulice… wooow! Poczułam się jak Alicja w Krainie Czarów która znalazła przejście do innego świata. Do tego ceny w restauracji są śmiesznie niskie – jako, że opłata członkowska jest horrendalnie wysoka…

Fajnie mieć nie tylko kolegów z samochodem, ale tez z członkostwem w takim klubie. Ale z drugiej strony, jak popatrzę na życie za murami… to takie dwie skrajności. Albo bardzo biedni, albo bardzo bogaci.

To o pracy już jutro.

2 komentarze do “golf club”

JESTEŚ TAM? TO PODZIEL SIĘ SWOJĄ OPINIĄ!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *