Przejdź do treści
Home » Blog hidden » jak w reklamie kit kat

jak w reklamie kit kat


Baton Kit Kat – 2 złote, przejazd taksówką w Indiach – 200 rupii (8 zł), wspomnienia z taksówki – bezcenne:) Kto pamięta reklamę Kit Kat z taksówką w orientalnych klimatach? Trochę psychodelicznie z arabską muzyką, taksówkarz w turbanie, śpiewa gada… i zjada Kita Kata… Dla przypomnienia podaję link tutaj. Teraz możecie sobie lepiej wyobrazić, bo właśnie taką podróż taksówką dziś miałam…

zwykła ulica i zwykłe taksówki:) ale co tu robią te kozy?

Wszystkie taksówki są żółte, ale nie maja nic wspólnego z tymi ze Stanów. Mało mnie coś nie przejechało (dziś kilka razy straciłabym już życie na ulicy) kiedy próbowałam złapać taksówkę. Sukces – wsiadam. Koleś po angielsku nic. Archetypowy hindus, trafił mi się bez wąsa. Puścił muzykę umsalidalidali i w drogę. Śpiewał sobie, jeździł jak szalony, nie chciał wydać reszty. Po drodze stojąc w korku wysiadł i zrobił siku w krzakach. Potem wyciągnął ścierkę i na ulicy zaczął wycierać samochód… W tym korku. Do tego trąbił. Wszyscy trąbili, ale raju… chyba nikt sobie nie zdaje sprawy jak to wygląda… Otóż zazwyczaj ulice są zapchane i wszystko długoooo stoi. I w tym korku wszyscy trąbią, nie wiadomo na co. Przecież stoimy, po co trąbisz. Muszę to nagrać, bo inaczej sobie tego nie wyobrazicie. Nie ma żadnych zasad ruchu. Kto większy ten ważniejszy. Przejść przez ulice to koszmar. Ruch jest lewostronny – to taka spuścizna po imperium brytyjskim. Ale to nie szkodzi, bo jak teraz wracałam z pracy, to ulica która była dwukierunkowa stała się jednostronna. Dwa pasy były w jedna stronę (hihi). Gorzej jak się spotkały samochody jadące w różne strony… wiec jechałam sobie tak, rzucana od drzwi do drzwi, kierunkowskazy oczywiście ręka , dziwie się jak on tak szybko się wciskał na drugi pas, wrzeszczał cos do innych kierowców śpiewał i w ogóle.

Z innej beczki, siedziałam dziś prawie cały dzień w biurze HR z managerka (w sumie to taka komórka była, ale już niech będzie że biuro). Dosłownie obok jej biurka oddzielone dyktową ścianą było biurko jakiegoś pracownika. I taki teatrzyk obserwowała. Drzwi do „biura” były cały czas otwarte, ale ten pracownik ile razy wchodził, tyle razy najpierw stawał na baczność, składał ręce za siebie, robił pokraczny ukłon w stronę managerki, pytał się „proszę pani czy mogę wejść ” Procedura trwała nawet jeżeli go prosiła żeby przyszedł. Następnie wysłuchiwał polecenia, np „przynieś kawę”, za 2 minuty wracał i powtarzał cala procedure z tym kiwaniem i ukłonami. Za którymś razem jak znowu zapytał, czy może wejść, to managerka powiedziała – przecież już jesteś…. No właśnie, wszystko to trochę niezrozumiałe dla mnie. Jakaś pozostałość po systemie kastowym, czy jak? Ale gdyby mógł to kłaniałby się przez cały dzień:) Ciężka praca. Chciałabym to nagrać, bo cala ta procedura była tak niedorzeczna…

aaaa, po drodze dziś do pracy widziałam myjących się ludzi na ulicy. Woda wylatywała z czegoś w kształcie beczki, a oni w tym się taplali. Whatever. Nadal śmierdzi wszędzie, śmieci dużo, sikają na ulicy, rano te stosy śmieci przeszukiwane są przez bezdomnych, jest dużo bezdomnych psów i kotów, które wcale nie wyglądają na takowe. Jest też masa kruków, które pożerają martwe szczury. Uroczo. I w tym wszystkim zastanawiam się co ja tu robię, dlaczego zamieniłam wygodne mieszkanko, ciche ulice i ciepłą wodę na coś takiego… nie ma tu normalnej rzeczy… Znaczy takiej, którą umiałabym zidentyfikować w zakresie zasad i norm życia, które znałam dotychczas. Nawet wyjście do sklepu to przygoda, bo może rozjechać cię autoriksza. Wszystko tu jest inne, i nie podoba mi się. Może nie jest to najlepsze słowo, ale przytłacza mnie, że jest tak głośno i brudno, i tyle ludzi. ja od razu pierwszego dnia do pracy, zawalili mnie informacjami i pracą, mam ciagle jet lag, nie miałam nawet kiedy wymienić pieniędzy ani kupić sobie chleba czy wody. Baaa nawet nie zapoznałam się z najbliższą okolicą, a wszyscy dookoła pytają się mnie jak mi się podoba Kalkuta. Cóż… poza śmierdzącymi ulicami z okien zwariowanej taksówki, kozy na drodze, lotniska, hotelu w którym bede pracować i mojego obskurnego mieszkania to jeszcze nic fajnego nie widziałam. Więc co ma mi się podobać??? chce do domu:(

Można mieć i taki prysznic

3 komentarze do “jak w reklamie kit kat”

  1. Chyba nie spodziewałaś się, że będziesz mieszkać w Ritz'u 😉 masz internet, to jest coś. Muszę kończyć, bo woda w wannie stygnie!

    bili

JESTEŚ TAM? TO PODZIEL SIĘ SWOJĄ OPINIĄ!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *