Przejdź do treści
Home » Blog hidden » NOWA ZELANDIA KROTSZA O 6H

NOWA ZELANDIA KROTSZA O 6H

Czyli jednak ssą! szukamy Kiwi:)

Jet lag jednak istnieje i potrafi byc bardzo dotkliwy. Caly czas odczuwamy jescze jego skutki, a to wlasnie teraz mamy najbardziej napiety plan. W Australii przyzwyczailismy sie calkiem szybko, moze dlatego ze od razu poszlismy spac. Mielismy tez nocleg i dalismy sobie odpoczac pierwszego dnia. A teraz nie wiem czemu pomyslelismy ze to super ze przylatujemy o 6, bo bedziemy miec dlugi dzien. Nie wzielismy tylko pod uwage ze wylatywalismy o 18 z Perth, a po 6 godzinach bylismy w Auckland, i dzien zaczynal sie od nowa. Ja nie spalam w ogole, a Bartus moze godzinke. Zanim sie ogarnelismy z samochodem i karta sim byla juz 9. My ledwo zywi. Wlasciwie to nie wiem jak zdolalismy jeszcze zrobic zakupy i kupic namiot. To jeszcze nic, stwierdzilismy ze nie warto zostawac w Auckland, i wyjechalismy na polnoc. Naszym celem byla Bay of Island (jakies 3h drogi) ale juz krotko za miastem opadly nam sily, bo oczy juz na zapalki mielismy. Jak pomysleli tak zrobili:) skrecilismy pierwsza w prawo i szukalismy parkingu pod drzewem aby wyprobowac nasz samochod do spania. Tak dojechalismy do zatowki Hauraki, calkiem przypadkiem trafilismy do Mahurangi Regional Park. Widoki byly wspaniale, o czym przekonalosmy sie dopiero poznym popoludniem, bo zaraz po zaparkowaniu w cieniu rozlozylismy fotele i poszlismy spac. Po jakims czasie zrobilo sie goraco wiec wyszlam kimnąc sie na trawke. Wedrowalam razem z cieniem wokol samochodu, bo slonce mnie budzilo. Spalam wiec tak przed samochodem, za samochodem, obok, a Bartus caly czas twardo w srodku. Obudzilismy sie chyba dopiero po 5…

O, taki jestem zmeczony:) jest 9 rano, wlasnie dostalismy samochod Nissan jakistam. uboga wersja, nawet kluczyk nie jest na pilot. Nazwalismy go Brzydalek. 

Jedna piekna zatoka ktorą odkrylismy przypadkiem
Ladnie bylo tylko troche nas zmeczylo
Trasa dzien 1 (czwartek)

Niestety przeziebilam sie w samolocie i strasznie bolalo mnie gardlo, dobrze ze mielismy jeszcze pastylki po chorobie Bartusia. Pierwszy dzien w Nowej Zelandii byl naprawde straszny, bo nie dosc ze nieprzytomni ze zmeczenia i caly plan zwiedzania nam sie obsunal to jeszcze dopadla mnie choroba. Slabe warunki na zwiedzanie, wiec i wrazenia nie byly najlepsze. Ale gdy sie juz troche ogarnelismy poszlismy zobaczyc zatoke. Naprawde robilo wrazenie. Az szkoda ze czlowiek musi spac, bo tyle pieknych widokow przesypia. Pokrecilismy sie troche i musielismy nieco zmienic plany. Ale jeszcze tego dnia (czwartek) dotarlismy jednak do Bay of Island, ale nie zdazylismy juz nic zobaczyc. Nawet z noclegiem byl problem bo wszytskie recepcje byly czynne tylko do 8mej. Troche nie bylismy do tego przyzwyczajeni, ale widac trzeba na nocleg zjezdżac wczesniej. Rzutem na tasmie udalo nam sie znalezc nocleg w hostelu, gdzie bylo pelno takich jak my.  Z camperami, plecakami, troche brudni, ze spalonymi ryjkami. Byl to Bay Adventure Motel w miejscowosci Paihia. Fajnie, nawet pralnia byla, ale dowiedzielismy sie o tym tuz przed checkoutem, wiec nie zdazylismy. Ale przynajmniej wiemy gdzie sie pranie robi w NZ:) po takim dniu spodziewalismy sie ze nastepny bedzie rownie ciezki, ale wrecz przeciwnie. Dzis juz dawalismy rade jak za starych dobrych czasow. I 400 km zrobilismy. Rano nawet sniadanie sobie zjedlismy, bo mielismy kuchnie. Jajka na bekonie w towarzystwie jakiegos prusaka. Ale my lubimy towarzystwo (na wszelki wypadek nie zagladalam do pozostalych szafek). Potem obejrzelismy zatoke, bylismy nad wodospadem, obejrzelismy druga zatoke, pokapalosmy sie, mamy troche muszelek z oceanu spokojnego, bylismy na czubku Nowej Zelandii w Cape Reinga,  Widoki wszedzie są niesamowite, i po drodze szkoda mrugac oczami zeby czegos nie przeoczyc.Bylismy tez na wydmach Te Paki (łeba moze sie schowac) i zjezdzalismy na desce. Zmachalismy sie jak stonki. Ba zdazylismy nawet na 90 miles beach (taka dluga na 90 km plaza ktora jest tez drogą miejską, ale wstep maja tylko samochody 4×4, czyli nie nasz). Prawie mielismy tam nocowac, ale nie bylo gdzie zjesc i pojechalismy jednak do miasta. Dzis nocujemy w Kaitaia. W ogole maja tu bardzo smieszne nazwy miejscowosci, np Whananaki, albo Ruakaka, albo Kawakawa. W kazdym razie ta nasza miejscowosc to po prostu pod drodze do Waitomo Caives, wiec nic tu szczegolnego nie ma. O 10 nie bylo juz gdzie zjesc, chociaz bylismy zaskoczeni gdy okazalo sie ze maja kfc i mcdonald. Zdazylismy 3 min przed zamknieciem, ale nie jestesmy pewni czy lepiej nie bylo glodowac. Musielismy zmienic troche plan, bo jutro nie dojedziemy do jaskin, wiec splyw zrobimy pozniej. Ale jutro znowu dlugo w samochodzie wiec idziemy spac. Dobranoc:) a moze dzien dobry (Bartus nawet zegarka nie musial przestawiac bo jest rowno 12h).

Trasa dzien 2 (piatek)
Jedna taka plaza przy Cape Reinga. Strasznie wiało/
Prawie jak pustynia – Te Paki
Nasz Brzydalek. Nie chodzi o mnie:) Dostalismy najbrzydszy samochod ever, ale pzynajmniej lepiej jezdzi, bo ten w Australii Bartus nazywał kosiarką:)
Cape Reinga
Szukam Was, Nic nie widac. Wiecie ze do Los Angeles jest teraz blizej niz do Londynu? No dobra, moze nie jest to odkrycie
Konczymy dzien na 90 miles Beach

3 komentarze do “NOWA ZELANDIA KROTSZA O 6H”

JESTEŚ TAM? TO PODZIEL SIĘ SWOJĄ OPINIĄ!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *