Przejdź do treści
Home » Blog hidden » LATAJACE (?!) PINGWINY

LATAJACE (?!) PINGWINY

czwartek 10.03.16

Backstage

Trasa na dzis – Dzien 15 czwartek
To był jeden z najlepszych dni z Nowej Zelandii. Chociaz zaczął sie typowo, pobudką rano w samochodzie, za wczesnie by sie zastanawiac jaki dzis dzien. W sumie to zabawne, ale my nie mamy nigdy pojecia jaki jest dzien i ktora godzina. Dopiero pisanie bloga pomaga w usystematyzowaniu wydarzen. Przewaznie funkcjonują pojęcia „za pozno”, bardzo rzadko jestesmy gdzies „za wczesnie”. Jest ranek, kiedy składamy obozowisko i zawsze jest „za pozno”, popołudnia to nie ma, zawsze przeleci za szybko, a wieczorem, to jak juz swiatlo gasnie i musimy szukac noclegu. O tym ze jest sobota przypominamy sobie jak nie mozna znalezc hostelu.
Spalismy w samochodzie, bo jakos czujemy sie tu bezpieczniej Przynajmniej nic nie gryzie. Zaparkowaliśmy na ulicy, wiec zebralismy sie wczesnie. I warto było, bo po drodze do Kaikoury widzielismy delfiny. Ale nie tam, ze 2 delifiny, albo stado delfinów. Tam były setki, jak nie tysiace delfinów. Cała zatoka się ruszała i cała ławica delfinów przepływała z jednego konca na drugi. Bawiły się jak dzieci w wodzie, wyskakiwały, robiły salta, albo takie kręciołki, scigały się. Niesamowity widok. Cały poranek tak sie bawiły, mielismy na nie swietny widok z brzegu. Trwało to chyba ze 2h, ale ten widok jest nie do pobicia. Udało nam sie nawet znalezc knajpeczke przy zatoce z widokiem na delfiny gdzie zjedlismy sniadanie. Musilismy chyba słabo wyglądac bo dostalismy jedno darmowe. Bo moze i byłam jeszcze w pizamie, ale zeby tak od razu brac mnie za bezdomnego… Wspaniały poczatek dnia – delfiny i darmowe sniadanko. Nie wiadomo kiedy zrobiło sie południe, a my szukalismy dopiero prysznica w miejscowosci Kaikoura. Był na stacji. Mieslismy dzis dzien na zwiedzanie półwyspu (w sumie to moze okreslenie na wyrost, lepiej by pasował cypelek) przy miasteczku Kaikoura. Znane jest z bogatej fauny i flory. Chodzilismy cały dzien po klifach, a dzieki temu ze był odpływ moglismy troche pochodzic po zatoce. Widzielismy kolonie fok i pingwiny, ktore okazały sie latającymi czaplami. No ale z daleka to wszystko takie podobne. Mielismy niezły ubaw. Udało nam się tez wreszcie znalezc lokalny stragan z owocami morza. I jedlismu homara. Specjalnosc regionu. Nawet Bartus sie przemógł, i wybierał miesko z czółek i szczypców. Próbowalismy tez lokalnej specjalnosci whitebait – takie małe biale rybki , uwazane za rarytas. Nasze nie powalały.


Po drodze zjedlismy kolacje na plazy. Ostatni raz na Wyspe Południowej. Dziwnie, tak szybko?Spalismy dzis w Picton, bo nastepnego dnia rano prom. Nie zdarzylismy odwiedzic winiarni. Trudno, cos musi zostać na następny raz:)

Bo poranki to zawsze są cieżkie, zwłaszcza jak sie spało na parkingu w samochodzie

Warto było wstac tak wczesnie. Dla tych widoków:) Zagadka, ile widac delfinów?
Foki były tak blisko, ze mozna było sie zagapic i na nie wpasc. Mi sie prawie udało…


Na czubku ka tej skały lezy sobie foka. Jak ona tam sie dosała? Moze i jest odpływ, ale no bez przesady…

O poranku w stronę Kaikoura
Basenik dla foczek. To czas dla maluchów


Na budka to najlpesza knajpa z homarami w na wyspie.



O! to nasz dzisiejszy obiadek
Tylko Bartus nie spodziewał się, ze szczypce tez sie je:P

Latające pingwiny:) Nie pytajcie nawet….

W poszukiwaniu fok, pingwinów i delfinów

Półwysep Kaikoura



A jeszcze przed chwilą tam chodzilismy. Teraz jest przypływ i przejscia nie ma:)
Czas w droge:) Hey ku górom!




JESTEŚ TAM? TO PODZIEL SIĘ SWOJĄ OPINIĄ!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *