Przejdź do treści
Home » Blog hidden » SKALY I NALESNIKI

SKALY I NALESNIKI

Piatek 4.03.16

droga na dzien 9 piatek

To byla najzimniejsza noc ever. Sama nie wiem jak to przetrwaliśmy. Rano bylo nam tak zimno, ze zapakowalismy sie w piżamach do samochodu i bez przebierania pojechaliśmy dalej. Najśmieszniejsze jest to, ze woda w strumieniu (górskim pragnę zaznaczyć) byla cieplejsza niz temperatura powietrza. Brrr…

Kupilismy lokalny miod. Ktos gdzies kiedys od kogos słyszał, ze miody tutaj sa najlepsze (i najdroższe). Nasz był za 5 dolarow od rolnika i smakuje jak… miód. Jestem w stanie uwierzyć ze moze byc nieco lepszy, bo powietrze jest bardziej czyste tutaj, ale żeby płacić za to 270 dolarów (tak, widzielismy tez i takie miodki – Manuka Honey). Rożne gusta na świecie:) Przemarznięci rozgrzewalismy sie jeszcze lokalną kawą (nie, nie hodują jej tu, ale wypalają:) Plan na dziś to nabrzeże. A właściwie skały naleśnikowe (Pancakes Rocks). Ale zanim tam dotarliśmy zaliczyliśmy jeszcze klify z kolonią fok, milion plaż po drodze z brunatnym piaskiem. Biegaliśmy po mokrej plazy, bo był odpływ:) W ogole to mało wiemy o odpływach. Bylismy w starej kopalni złota niedaleko Charlstown. Okazuje się ze w połowie lat 50 XIX wieku po tej stronie NZ w wielu miejscach poszukiwano złota. Np plaze po ktorych biegalismy tez były pełne złota. A raczej złotego piasku. No wlasnie tak jakos sie błyszczały:) Dzis tam nic nie ma, nawet stacji benzynowej, a kiedys Charlstown było największym portem po tej stronie wyspy. Kopalnia jak z Indiana Jonesa, nawet troche strasznie było, bo chodziliśmy tam sami. Bartusiowi się podobało, i biegał z czołówką po opuszczonych tunelach. Ja tam po prostu bałam sie robali…
Po południu i milionie ukrytych plaz, ktore odwiedzilismy, dotarlismy wreszcie do punktu programu czyli Skał Nalesnikowych. Widokow nie da sie opisac. Wiec nie bede:) Widzielismy pingwiny! Opalały sie na klifie. I kraba widzielismy. Tym razem ruszał sie i zakopywał w piasku. Och wspaniale tu:) Po drodze widzielismy tez duzo autostopowiczow. Chyba to popularne tutaj bo komunikacji miejskiej prawie nie ma. Musimy posprzątać naszego brudaska i zabrac kogos, bo miejsce jest, ale jak popatrzec na ten nasz samochod, to mozna pomyslec ze podrozyje tam cała rumunska rodzina:) A to tylko my:) Jest tez duzo kampervanów wszelkiej maści. Właściwie to 70% samochodow ktore mijamy. No i masa turystów z Niemiec. Właściwie to sami turysci z Niemiec. Zaczelismy sie zastanawiac, czy jakies darmowe bilety mają, bo mozna ich spotkac w kazdym wieku i o kazdej porze i wszedzie. I tak sobie podróżujemy – duzo Niemców i my:)

Zatoka z czarnym piaskiem

Pancakes Rocks
Blowholes
pingwinki
Po drodze zjedlismy jeszcze obiad w Greymouth – znowu smażone, ale nie bylo w czym wybierac. To zabawne, ze mają same pastwiska z krowami i jagnięciną, sady, warzywka, winnice, ryby i owoce morza, a jedzą wszędzie bekon i jajko na milion sposobów na sniadanie, a na obiad fish & chips (przy czym ryba filet mrożony, pewnie panga, smazony na glebokim tłuszczu) Tam też wreszcie zatankowaliśmy. Na noc udalismy sie w gory pod lodowiec do Franc Joseph Glacier. Niesamowita zmiana klimatu, po południu plaze i słonce, a niecałe 2 godziny pozniej gory mgła i mżawka. Było juz ciemno wiec nic nie widzielismy. I mieliśmy problem z noclegiem, bo zapomnieliśmy ze dzis piątek. Spaliśmy wiec na kempingu w samochodzie. Ale to i tak o niebo lepiej niż poprzedniej nocy w namiocie:)


1 komentarz do “SKALY I NALESNIKI”

JESTEŚ TAM? TO PODZIEL SIĘ SWOJĄ OPINIĄ!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *