Przejdź do treści
Home » Blog hidden » delegacja

delegacja

To ja znikam na pare dni. Zdalam sobie sprawe ze jestem tu jeszcze tylko cztery tygodnie. wiec trzeba sie spieszyc. Ciezko bylo ustalic trase podrozy, jak juz wreszcie ustalilismy tpo ciezko bylo dopasowac to do lotow i pociagow, jak juz sie okazalo to okazalo sie ze bilety pozajmowane, albo pociagi nie w te dni jezdza. Aha, bo tu koleja jezdzi sie zupelnie inaczej niz w Polsce. Nie wyobrazam sobie, ze mozna isc normalnie do kasy kupic bilet pol godziny przed odjazdem. Bilety czesta wysprzedane sa juz na 2 tygodnie przed wyjazdem, a te bardziej popularne nawet wczesniej. a pociagi sa ogromne, ze 20 wagonow, w kazdym ok 100 ludzi. to niesamowite. i gdzie ci wszyscy ludzie jezdza? anyway. stad tez nasze problemy. Na poczatku mielismy leciec samolotem, ale na pare dni przed wylotem ceny sa astronomiczne. stanelo wiec na pociagu, plus lot powrotny. Wiec jedziemy – Kolkata-Agra-Jaipur-Amritsar-Chandigarh-Shimla-Delhi-Kolkata. Wracam w nastepny poniedzialek, pelna kolejnych wspomnien!! Wow, zobacze Taj Mahal:) ja nie wierze ze tu jestem:) chociaz tak naprawde ciesze sie ze wyjezdzam z Kalkutu, bo juz ci wszyscy ludzie mnie irytuja, glupota tych hindusow, i tlumy wszedzie, i ze goraco jest, i ze brudno, i ze glupki trabia, i ze wody nie mozna z kranu pic, i ze pralki nie ma, i ze robale laza, mrowki i karaluchy i wogole chce juz do domu, zjesc kielbasy, pzrespac sie na lozku, wziac cieply prysznic, normalnie sie ubrac, pojsc do normalnego sklepu, miec troche miejsca wokol siebie i porozmawiac w normalnymi ludzmi. uhhhh

a tu zdjecie mojego zespolu. obok mnie Robin, ta w niebieskim to Sara z ktora pracuje robin a ta czarna to Parvathi z ktora pracuje ja. Ten koles jest nowy. To byl jego pierwszy dzien i akurat trafil na moje urodziny. Nazywa sie Git i dziala wszystkim na nerwy. Zgrywa wazniaka i mysli ze wszystkie rozumy pozjadal, poza tym ma przerost swojego meskiego ego, na co zadna dziewczyna tutaj nie pozwoli. Sytuacja kobiet na rynku pracy jest tu bardzo trudna, i jesli w polsce czasem jest trudno byc bizneslomen to w indiach to walka kazdego dnia. i przychodzi taki szczypior, i zamaist troche pokory to wyskakuje przed szereg i probuje pokazac jaki jest madry. ale jest polglowkiem, i juz my mu pokazemy jego miejsce. Wrrr. jesli on mysli ze ja bede chodzic za nim 3 kroki to sie grubo myli. Ale przynajmniej przez nastepny tydzien nic mnie to nie obchodzi bo wyjezdzam. ale mam go naprawde dosyc. znalazl sie samiec alfa! zdjecie jest z mojego urodzinowego lunchu. dziewczyny zabraly mnie do chinskiej restauracji:)


FOTO: tego dnia mialam dwa torty! jedno od dziewczyn z teamu. To nasze male biuro

FOTO: a to juz drugi tort ktorego wlasciwie nie zjadlam. chodzilo o to zeby mnie wysmarowac. takie tu zwyczaje maja. ze sie smaruja tortem po twarzy. plan byl taki zeby umazac mi tym cala glowe, a kucharze nawet przyniesli jajka zeby mi wetrzec we wlosy, ale na szczescie skonczylo sie tylko na twarzy!

A tu jeszcze pare zdjec ze sprzatania. mieszkanie juz sie zasmiecilo, bo nikt nie wyrzuca smieci i nikt nie sprzata. ale przez chwile bylo ladnie. znaczy zanim zrobi sie ladnie to trzeba nabalaganic jak to mowia:) Kto pamieta moj „stary pokoj”?

FOTO:najpierw troche nabalaganilismy

FOTO: to ta szafka co zawinelismy z dolu

FOTO:nawet malego lusterka sie dorobilismy

FOTO:mozna? mozna, mi sie podoba. przynajmniej przyjemniej wracac do domu:P

JESTEŚ TAM? TO PODZIEL SIĘ SWOJĄ OPINIĄ!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *