Przejdź do treści
Home » Blog hidden » Holi i Punjabi food

Holi i Punjabi food

1/03/2010
wlasnie wrocilam z super lunchu w hotelu! Najlepszy jaki ever mialam. Nawet jedzenie w restauracji to przy tym nic. I jak zawsze nosze aparat, to dzis akurat nie mialam:( a byloby co fotografowac… Otoz dzis, jak i wczoraj jest tutaj takie swieto Holi – swieto kolorkow. Polega to na tym ze wszyscy rzucaja na siebie jakies kolorki, albo puder, albo kolorowa woda. Przynajmniej ja to tak zrozumialam. Cos w stylu lanego poniedzialku tylko z kolorami. No, a potem chodza ludzie wymazani, na rozowo, czerowno, niebiesko, zielono. A najlepsze ze to sie pzrez pare dni nie spiera. wiec Sudipta dzis w pracy jest kolorowa, nawet Robin sie rzucala z kims farbami:) wszyscy maja dzis wolne w firmach, a my pracujemy:( znaczy znowu wklepywanie czegos do Exela. Ale chyba z tej okazji szef kuchni i housekeeping przygotowali party dla pracownikow.. wiec na lunch mielismy punjabi food:) ale samo jedzenie to nic, bo do tego byla odpowiednia aranzacja:) wiec kucharze ubrali sie w kurty i turbany, stolowka byla zrobiona na styl chaty – sloma, stoly dlugie przed stolowka, na zewnatrz stragan z glinianymi kubkami i lassi. Do jedzenia mielismy moj ulubiony chicken tandoori, do tego zielony chutney, zolty ryz biryani, napompowane puri, ostra cebulka i jakas ciecierzyca, ale nie bralam. Do tego to lassi z migdalami w glinianych kubkach a na deser takie slodkie (super super slodkie) slodycze. Usiedlismy w rzadku za takim wielkim stolem i jemy. poprosilam o lyzke chociaz, ale przyszedl szef kuchni i mowi, zerekami smakuje lepiej. To ja akurat wiem, ale jak jesc ryz rekami?? nawet mi sie udalo zlapac jakos w palce (taki trik – jedna reka), ale jak to wsadzic do buzi. wkladam z jednej strony, a wylatuje mi druga. Ubrudzilam sie po lokcie, kurczaka mialam nawet pod okiem, troche tez na spodniach, ale jakie to bylo dobre. Niestety zdjeci nie mam, wiec musicie sobie to wszystko wyobrazic, nie tylko jedzenie ale i atmosfere. Bo tak sie czulo, ze w tym hotelu to nawet fajnie jest. Wszyscy chodza i narzekaja, a potem jedna impreza i ludzie tacy zadowoleni chodza:) aaa, potem nawet dostalam lyzke, ale bylam juz w polowie, to ta lyzka juz mi przeszkadzala:)



FOTO:udalo mi sie sfotografowac paru takich co sie pokolorowali. ahaha, zeby nie powiedzial ktos ze hindusi sa nudni

z wydarzen ostatnich dni to wczoraj poszlismy do botanical garden. niestety trafilismy na polglowkow w autobusach i zamiast pol godziny jechalismy 1,5 w jedna strone, po czym okazalo sie ze ogrod jest zamkniety i musielismy wracac… kolejne poltorej godziny. zatrzymuje sie autobu ten co nas wiozl w jedna strone i pyta sie czy na esplanade jedziemy. wiedzialam ze to jest poltprej godziny, wiec chcielismy poszukac innego autobusu ktory jedzie na Maidan. On: esplanade?, ja:no! maidan?, on:yes yes. zdziwilam sie troche ale okej, jedziemy. po pol godziny jestesmy na Howrah czylki w przeciwnym kierunku niz Maidan, i koles pyta sie: Howrah?? myslalam ze go tam zjem. tak wiec pracowicie minela mi niedziela. najpierw odsypialam impreze, a potem pojezdzilam sobie autobusem, bo tak. bo lubie… grrr. wieczorem w mieszkaniu mielismy goscia. po suficie latala nam wielka jaszczurka. reakcja typowa: dziewczeta w pisk, a jaszczurka poszedl zajac sie jedyny mezczyzna w domu:P

FOTO: w Bartku obudzil sie zmysl mysliwego. postanowil ocalic dwie niewiasty z rak tego potwora! walczyl dlugo i dzielnie bo smok nie przestraszyl sie dzielnego mlodzienca. po kilkunastu ruchach szmata i paru szufelka to cos znalazlo sie na podlodze. W MOICH BUTACH! teraz juz krzyczalam nie dlatego ze sie balam:)ale szczesliwie udalo sie gada obezwladnic przy pomocy lyzki i widelca:)

z serii pytania od brata: a kfc to tam macie?(to apropo jak jest w Indiach)
w odpowiedzi spiesze doniesc ze kfc jest, podobnie jak pizza hut i McDonald (warunki wystarczajace zeby Szymon mogl sie gdzies ruszyc). To nie afryka. ale fakt menu jest inne. Np w Mc nie ma Big macka Co to za Mc?? przeciez to sztandarowy produkt. za to sa jakies rozne maharadza burger i frytki masala. w pizza hut prawie nie ma pizzy. za to licza sobie dodatkowo ponad 10 % za servis, a potem to jeszcze podatkuja 12,5%!!! nie chodze tam, bo ten servis nie dosc ze kiepski to jeszcze obligatoryjnie trzeba placic. chyba pisalam juz o jednym takim doswiadczeniu. przyszlam do Pizza Hut z Parvati. najpierw lazienka, przychodze do stolika – nie ma dla mnie menu! wreszcie koles raczyl przyjsc. Wreczza mi i pyta co zamawiam – przeciez dopiero dostalam menu!!! zamowilam, mialam dostac spaghetti i chleb czosnkowy. dostalam dwa wegielki (to ten chleb chyba). pytam sie czy tak serwuja ten chleb – koles ze tak… To ja mu otwieram menu i pokazuje glupkowi palcem ze ja chce taki zolty jak jest na zdjeciu. I za to mam placic 10% service? no tak, bo jakby nie byl obowiazkowy to nic by nie dostali! w Kfc jadam dosc regularnie, bo czasem jak nie wracamy na lunch do hotelu to do centrum handlowego idziemy. a Parvati lubi Kfc, to ja nie mam wyjscia. ale dobre jest, tylko wszystko baardzo ostre. ale juz sie przyzwyczailam.
pytanie 2: a schabowego w hotelu macie? nie nie mamy:D
czekam na dalszy ciag pytan, jakby ktos chcial sie przylaczyc do zabawy to zapraszam

JESTEŚ TAM? TO PODZIEL SIĘ SWOJĄ OPINIĄ!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *