Przejdź do treści
Home » Blog hidden » Droga do LA i piękne widoki których nie było

Droga do LA i piękne widoki których nie było

10.09.2014 sroda
 
W nocy było zimno. Bardzo. Nasz namiot to przewiewny jest, bo czteroosobowy i tropik ma do polowy tylko. Więc przez siateczkę cały czas dostaje się zimne powietrze, nawet sobie nachuchac nie moglismy. W ogóle kto to słyszał żeby takie temperatury były w Kaliforni. Nie tak to sobie zapamiętałam. San Francisco zimno, wybrzeże zimno, Big Sur zimno. Gdzie to słonce? Mimo to spaliśmy chyba do 8. Szybko się zebraliśmy, procedurę składania i rozkładania namiotu mamy już opracowana do perfekcji. Szkoda że tak mało mieliśmy noclegów pod namiotem.  Następnym razem trzeba to inaczej zaplanować. I nie zamawiać wcześniej noclegów:) Zwinęliśmy się chyba w 20 min, a po drodze stanęlismy na śniadanko w jakimś parkowym „hotelu”. W sumie to bliżej mu do hotelu niż do schroniska, ale to nie jest taki normalny hotel. W każdym razie na śniadanie zjedliśmy naleśniki na spółe. Były tego 3 sztuki razem, ale 3ciego już nikt nie miał ochoty zjeść. Jakies strasznie duże te porcje, amerykańskie jakby…



nasza kwatera spokojnie pomieściłaby jeszcze 7 innych namiotow. amerykanski standard na kilka kamperow, kiedy takie u nas?
pycha nalesniki, bezcenne zobaczyc mine przed sniadaniem i po…. ostatni kawałek to juz kazdy ledwo ledwo, a wcale na takie duze sniadanie nie wyglada

 

Teraz już byliśmy przygotowani na 100% więc ruszamy na spotkanie tych pięknych widoków co to wczoraj już trochę widzielismy. Wyjezdzamy z lasu, a tam chmura… Hmmm, może to poranna mgła (o 10..??), w końcu nikt z nas nie wie jak zachowuje się ocean…  Dobra, zobaczmy za zakrętem. O raju, nie widac nic na wyciągnięcie reki. Już nawet nie mówię o widokach, ale ta droga wije się po serpentynach, w dole przepaść, słychać tylko szum oceanu, ale totalnie nic nie widac. Przez kolejne pół godziny zatrzymywaliśmy się w każdej zatoczce aby sprawdzić „czy już widać”. No nie, niestety nie widac… W końcu stwierdziliśmy, że to mgła, i postanowiliśmy wziąć ją na przeczekanie. Nie po to zdecydowaliśmy się wczoraj na opóźnienie, żeby teraz wyjechać i nie zobaczyć tych słynnych „pięknych widoków”. Więc czekamy. Po pół godziny sytuacja wyglądała beznadziejnie, a my byliśmy do tyłu z czasem. Poddalismy się i ruszylismy dalej. Co jakiś czas zatrzymywaliśmy się jeszcze i sprawdzaliśmy ‘czy widać”.  Na wyższych partiach klifu było widac wielka chmurę poniżej i ani grama wody, za to nad nami błękitne niebo. Na niższych partiach sceneria była jak z mrocznego lasu tylko bez drzew a z urwiskami. Kłęby dymu, nic nie widac. Czasem tylko kawałek zatoki albo trochę klifu (to w tych najniższych partiach) i słychać było szum fal. No coż, pozostaje nam wierzyć ze widoki były cudne. Chcieliśmy dobrze, wyszło jak zwykle. Nic nie widzielismy i jestesmy mega spóźnieni. Można powiedzieć, ze oglądamy inaczej niż wszyscy. Taki mamy dar:)
 







zaczelo sie od „mgły”, a na zakretach sprawdzaliśmy co widać. No nic w sumie…
potem nas zatrzymali… chyba te chmury ustawiają…
i wreszcie jest! niebieskie bezchmurne niebo:) a pod nami wspaniałe klify i widoki rzeczywiscie niezapomniane

co tam klify,  klasycznie jeszcze widok na ocean. Pokompałoby się:)
bylismy juz nad chmurami w chmurach a teraz z poziomu oceanu. Nic nie widac, ale mamy dowod ze ocean rzeczywiscie tam był. No i klif tez:)

Chmury skończyły się wraz z końcem klifów (a zatem tych wspaniałych widoków). Dalej było płasko, ale nabrzeże równie piękne. Po drodze znaleźliśmy legowisko lwów kalifornijskich. Fajne były, trochę jak foki ale takie ogromne, zakopywały się w piasku. Dziwny zwyczaj, może zimno im było, bo wiało strasznie. Raju, jesteśmy prawie pod LA, a tu ciągle zimno. To kiedy my się pokąpiemy?


chmury za nami, „niezapomniane widoki” tez. Trudno, foczki tez są interesujace:)

Po drodze trafilismy na nasz pierwszy amerykański outlet i zrobiliśmy ekspresowe zakupy. Nie to ze wcześniej nie było, po prostu dopiero teraz mieliśmy na to chwilę (chociaż jak się zastanowić, to właściwie nie mielismy jednak na niego czasu). Za duzo nie kupiliśmy, własciwie to tylko Levisy, ale od razu banany na ustach (to ja zwłaszcza), ze jednak tak na pusto nie przyjedziemy:) Ruszylismy dalej, znależlismy dłuższą drogę, ale nabrzeżem. Przejechalismy przez Santa Barbara, Malibu i Santa Monica. Mieliśmy spać na campingu dziś, ale nie wiedzieć kiedy nagle było już LA, milion autostrad po 6 pasów w każda stronę, wielopoziomowe skrzyżowania i ruch jak w południe, a była już 10 wieczorem. No i tak, z campingu nici, na plazy się nie przekimamy bo w mieście to można tylko bezdomnych spotkać, jestesmy na jakiejś autostradzie gdzieś i jesteśmy zmęczeni. Już zrezygnowani zobaczyliśmy w oddali jakiś motel (z sieciówki „motel 6” co nam tak nie przypadł do gustu, ale było nam już wszystko jedno). Tylko ze z takiej autostrady to nie tak łatwo trafic do celu w oddali. Zjezdzamy w prawo, a jedziemy w lewo, platanina ulic i za chwilę jestesmy… na innej autostradzie. Jeszcze pare takich manewrów i już zupełnie nie wiedzieliśmy gdzie ten motel, ale przynajmniej nie byliśmy na autostradzie. Jakiś sukces jest. Zobaczyliśmy szyld innego motelu i musieliśmy spróbować. Nauczeni jednak doświadczeniem najpierw chcieliśmy zobaczyć co bierzemy aby nie wpakować się jak w tym Bakersfield. Miejsca były, pokój super (była nawet lodówka i mikrofala). Okazało się ze motel o wdzięcznej nazwie Crystall Inn miał rekomendację TripAdvisora ze średnią ocen 8.6. Także całkiem niezle trafilismy. A myślałam ze będziemy spac na stacji benzynowej….

uff, jednak spaliśmy na łóżku. gdzies w LA przy autostradzie
jak Kalifornia to California Sushi Rolls. Amerykanie maja też swój wkłąd w sushi. jest pycha
zdjecie dla spostrzegawczych. ile mamy tutaj platform wiertniczych?
 
z ciekawostek: jak pralka to tylko w wersji superlarge. I mimo iz nie sa one popularne w domach, bo kazdy korzysta z pralni, to jak już ktoś chce to tylko taką na pół piętra. gdyby była wyższa mogłaby robić za prysznic:)
z ciekawostek: beef jerky, kto był w stanach ten widział całe półki tego na stacjach benzynowych i nie tylko. Bardzo popularne kawałki suszonej wołowiny. W róznych smakach, kolorach i kształtach, mniej lub bardziej przetworzone. Jedni kochaja, inni nienawidzą:)

 

JESTEŚ TAM? TO PODZIEL SIĘ SWOJĄ OPINIĄ!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *