Przejdź do treści
Home » Blog hidden » Golden Gate i winnice z kaktusami

Golden Gate i winnice z kaktusami

8.09.2014 poniedziałek

Jakoś tak nie możemy się w tym San Francisco nigdy zebrać. Nie to żebyśmy jacyś mega zorganizowani byli ogólnie, ale tu to już przechodzimy samych siebie. I zawsze jest jakiś dobry powód, dlaczego jest już ta godzina. Chyba wychodzi z nas to długie jeżdżenie, bo nigdzie się nie spieszymy. Leniwe śniadanie, pogawędki przy stole, nawet Ziębeczki nie są już takie ranne ptaszki:) Chociaż jak zwykle zebrali się szybciej bo mieli wykupioną wycieczkę do Alcatraz. Zawsze to jakiś motywator.
Wiało i zimno było, a juz prawie południe. A mieliśmy się poopalać…

W centrum od strony zatoki zaledwie 20 minut dalej. Tu przynajmniej czuć ze to słoneczna Kalifornia. Piękne niebo i napisy kreślone przez awionetki:)


My zaczęliśmy leniwie od spaceru po plaży. Zmarzliśmy bo wiało strasznie. Poszliśmy rozgrzać się kawą w Starbucksie. Właściwie to pojechaliśmy, bo stwierdziliśmy ze samochodem jednak szybciej, wygodniej i bezpieczniej. Poza tym mieliśmy w planach wyjazd poza miasto do rejonu winiarskiego. Na oceanie i kawie czas szybko zleciał i nie wiadomo kiedy zrobiła się 1… No nic, trzeba ruszać,  to może my tez wybierzemy się do Alcatraz? Pojechaliśmy na nabrzeże, ale okazało się że najbliższy wolny termin to czwartek, a na nocne zwiedzanie to październik. Trudno, następnym razem więc. I tak mieliśmy mało czasu. Zwiedziliśmy więc przystań i pojechaliśmy w kierunku Napa Valley przez most Golden Gate. Tam zrobiliśmy jeszcze miliard fotek z mostem, na moście, przy moście, pod mostem…. Znalezlismy nawet punkt widokowy na wzgórzu po przeciwnej stronie skąd rozciągała się piekna panorama na miasto zatokę i most. Spędziliśmy tam dużo czasu, za dużo… 

Juz popołudnie więc ruszamy na most.

i jeszcze jedno za mostem…

a pozniej znalezliśmy punkt widokowy. Troche nam to zajęło zanim trafilismy we właściwe miejsce:)

i drugi punkt… tu juz cała panorama miasta z wyspą i mstem. No klasyk:)



Zostało nam bardzo mało czasu na Sonome i Napa Valley. To tylko godzina drogi od San Francisco, ale dotarliśmy tam chwilę przed 5, więc większości winiarni właśnie się zamykała. Ale słonce było jeszcze wysoko, więc moglismy ciągle popatrzeć na winnice. Bardzo rozległe tereny, mniej górzyscie niż w Toskanii, i do tego te palmy. Bardzo egzotycznie gdy obok winorośli rosną palmy:) Pełno dojrzałych winogron, bo wrzesień to już czas zbiorów. Spróbowaliśmy z przydrożnego krzaka, i były pycha megasłodkie. Kupiliśmy 2 wina, przepłaciliśmy za czerwone:) Chcieliśmy spróbować przed kupnem, a ze dali tylko 2, to wybór był między droższym a droższym. Za to dowiedzieliśmy się o ładnej widokowej drodze powrotnej wśród winnic. Cóż, wiedza kosztuje.  Nie zdarzyliśmy tam nic zjeść, a przy życiu trzymała nas myśl o steku, który sobie zrobimy jak wrócimy do mieszkania.  w drodze powrotnej zatrzymała nas policja, a właściwie dojechała do nas gdy staliśmy  na poboczu i robiliśmy zdjęcia. Bartus myślał, ze to przez moje niezapięte pasy, a okazało się ze tylko chciał nam pomoc i pytał czy wszystko okej bo tak na poboczu stoimy. No, i nie taka straszna ta policja:)

Do Napa Valey dotarlismy jak już praktycznie wszystko było zamkniete. Ale widoki wspaniałe:)
 
Właśnie rozpoczał się sezon na winobranie. Na tyłach fabryki wielkie zbiorniki na wino? a moze na winogrono?


Na koniec jeszcze wieczorna sesja z Golden Gate z każdej strony i wreszcie do domu na steka. Były dwa: t-bone i ribeye. W sumie to nie wiemy jaka róznica oprócz tego ze jeden jest z kością a drugi bez. Do tego czerwone wino i cebula gigant. Wino okazało się wspaniałe, ale mogła to być autosugestia wywołana wysoką ceną:) Ledwo zjedliśmy. Wychodzimy na strasznych obżartuchów przed Pawłem i Natalią, bo nic tylko pieczone, smażone w dużych ilościach i późno. Na plażę o zmroku znowu nie dotarliśmy, no trudno. Ważne ze stek był:)



Golden Gate po raz milion. Na dysku mamy tego jeszcze więcej:) 
 
i jeszcze raz, żeby nie zapomnieć. to z naszego tajnego punktu widokowego


Są Stany, muszą byc steki:) i jak na Stany przystało sa na cały talerz – Ribeye i T-bone. Ta cebula w tle to z jednej główki tylko. No i wino co za nie przepłacilismy:) Musi być dobre

 

 

JESTEŚ TAM? TO PODZIEL SIĘ SWOJĄ OPINIĄ!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *