Przejdź do treści
Home » Blog hidden » JEST KARP JEST XMAS!

JEST KARP JEST XMAS!

Karp gigant, na oko miał z metr, może więcej i 10 kg. Mam wątpliwości czy to rzeczywiście karp
Sukces kupiłam karpia w USA. Będą jednak święta z polskim akcentem:) Tych akcentów będzie więcej bo w polskim sklepie można kupić wszystkie tradycyjne smakołyki: od śledzi z beczki, przez kapustę kiszoną, ogórki, barszcz a na suszonych grzybach i kapuście wigilijnej kończąc. Nie ma co, jeśli święta na obczyźnie to najlepiej w Chicago, gdzie Polonia tak prężnie działa.
Polski sklep jest bardzo dobrze zaopatrzony i wizyta tutaj przenosi mnie w polskie realia. Nie dość, że są wszystkie polskie produkty (nawet pasztetowa i keczup Pudliszki), to jeszcze obsługa zblazowana i z taką samą obrażoną miną, że musza mnie obsłużyć jak w kraju:) My to chyba mamy we krwi:) Sklep jest samoobsługowy, ale rozmiarów supersamu w małym miasteczku. Na standardy amerykański to sklep w wersji mini. Wystrojem przypomina Lewiatan – może nie jest to już PRL ale daleko mu do nowoczesności. Bardzo swojski, czuje sie tam jak w domu:)
Całkiem spory tłok jak na wszędzie obowiązujące zakazy, limit osób przebywających w sklepie i odstęp 6 stóp. Ale wiadomo, kiełbaska do bigosiku musi być. Ja też kupiłam. O godzinie 10 w sklepie zabrakło już wózków samoobsługowych. Powróciły pierwotne instynkty z polowania. Człowiek się cieszył, że w ogóle mógł coś kupić. Nawet karpia z wężową skórką, co będę wybrzydzać.
Wracając do karpia, to mam mieszane uczucia…. Spodziewałam się, że karp może wyglądać tu nieco inaczej, ale … nooo… bez przesady! Wybrałam się do polskiego sklepu na polowanie i przeszłam obok stoiska z rybami z rozczarowaniem, że nie ma tradycyjnej ryby. Kartka była, tylko ryby brak. Potem okazało się, że ryba też była, tylko… nie wyglądała jak karp. Sami zobaczcie: ten wielki potwór na zdjęciu, o rozpiętości ok metr pięćdziesiąt. Ja wiem, że karpie mogą być duże, ale ten ważył chyba z 10 kg! wyglądał na takiego co mógłby mi odgryźć rękę razem z ramionami. Głowę miał jak pół mojej. No jakiś olbrzymi potwór. Nie kupiłam całego, bo kto by to zjadł. Wzięłam filet, ale wyglądał jak skóra węża. Nie pachnie jak karp, nie wygląda jak karp, ja nie wiem co to za ryba! A łuski? skąd ja wezmę łuskę? No i jak ja go zrobię? 
Więcej „karpia”.  Mniejsze kawałki łatwiej  będzie ogarnąć. Tu nie widać rozmiaru, ale bliżej mu do tuńczyka (mówię, że rozmiarem, przecież nie smakiem)
Są też śledziki, ciekawe skąd przyleciały, bo wyglądały na zmęczone.
Dobra, lecę gotować, bo przede mną jeszcze, ten karp czy coś, sernik, piernik, makowiec, salatka, bigosik, aaaaa.
Dobrze że pierniki już są:)
Nie ma z nami rodziny, więc zbudowaliśmy sobie piernikową rodzinkę! Tada!

JESTEŚ TAM? TO PODZIEL SIĘ SWOJĄ OPINIĄ!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *