Przejdź do treści
Home » Blog hidden » GDZIE ZJEŚĆ W MIAMI

GDZIE ZJEŚĆ W MIAMI


Już dawno miałam zrobić spis miejsc gdzie dobrze zjedliśmy w Miami. Tak na wypadek gdyby jednak wszystko wróciło do normy i gdybyśmy mogli jeszcze kiedyś tam pojechać…. bo może jednak kiedyś życie wróci do normy? 

VERSAILLES w Little Havana

Versailles Restaurant

W Miami można spróbować kubańskiej kuchni w wielu miejscach. Ale jeśli chcemy czegoś autentycznego warto wybrać się do Versailles w dzielnicy Little Havana. Działają od 1971 roku i sami o sobie mówią „The world’s most famous Cuban restaurant” (najbardziej znana na świecie kubańska restauracja). Nie wiem skąd to wzięli, ale to takie typowe dla Amerykanów. Najłatwiej dojechać tam samochodem, albo taksówką.  W okolicy nie ma żadnej atrakcji, a do turystycznej części Little Havana jest 45 minut na piechotę. Za to ludzi jest tam całe mnóstwo. 7,5 tysiąca opinii w Google ze średnią oceną 4,5 mówi samo za siebie. Na miejscu jest duży parking i kolejka do drzwi. Lokal nie przyjmuje rezerwacji, trzeba odstać swoje. Czasem to „tylko” 20 minut, czasem ponad godzinę. Co ciekawe miejsce jest spore – może pomieścić jednocześnie prawie 400 gości. Mimo to, popularność wśród turystów i lokalsów robi swoje. My mieliśmy szczęście i już po 30 minutach mieliśmy stolik. Czas oczekiwania umililiśmy sobie w tutejszej kawiarni La Ventanita (ten sam budynek, osobne wejścia). Mają własną piekarnie i kubańską kawę. Ekstra klimat, ale brakuje menu i nikt nie mówi po angielsku. Musiałam skorzystać z nowonabytych umiejętności hiszpańskiego. Niestety było tak źle, że nawet niemówiący po angielsku Kubańczycy przeszli na angielski:)  Można powiedzieć, że to jakiś sukces… Zamówiliśmy 2 kawy kubańskie (mocno słodkie espresso i dolewką mleka skondensowanego – też chyba słodzonego; obudzi umarłego), churros i jakieś lokalne wypieki. Cóż, nie ma to jak się najeść ciastek przed obiadem…. W restauracji też nie mówili za bardzo po angielsku, ale przynajmniej mieli menu w tym języku. Ilość pozycji ogromna, ludzi dużo, wystrój prosty, ceny przystępne. Gwarno i tłoczno. Smacznie. Ale uwaga na ogromne porcje. Bardzo nam smakowało, ale do tej pory jak sobie przypomne ten posiłek to mi słabo. Nie chcieliśmy niczego zostawić, więc wpychaliśmy w siebie jak świnki, a to porcje amerykańskie były i do tego jeszcze zjedliśmy te ciastka przed wejściem. Ech… nie ma co, fajna przygoda to była i tak. Następnym razem też tu przyjdziemy, tylko strategicznie rozwiążemy kwestie ciastek:)
starter przed obfitym obiadem

ceny przystępne. Do ceny trzeba doliczyć podatek (na Florydzie między 6-8,5%, to niżej niz w Illinois ok 10,5%) oraz napiwek (tip gdzie podają sugerowaną wartość, niestety nie ma limitu w górę, ale przyjmuje się o zgrozo ze płaci się prawie 20% napiwku)
wnętrza nie powalają, ale przychodzi się tu dla jedzenia


JOE’S STONE CRAB w Miami Beach

Joe's
Kolejna ikona na mapie restauracji w Miami. Działa podobno od 1913 i jej specjalnością są owoce morza, zwłaszcza szczypce kraba (kamiennego?) Stone Crab. Co ciekawe szczypce są „zbierane” sezonowo od października do maja. Krab ma możliwość regeneracji, w związku z tym, w czasie „zbiorów” odcinane są po 1 szczypcu i krab puszczany jest do wody, żeby sobie wyhodował drugą łapkę… To i tak lepsze niż gotowanie na żywca homara. Szczypce szybko się psują, dlatego od razu są gotowane. Podawane są na zimno, na lodzie z sosem musztardowym. Uważane za rarytas, więc cena nie najniższa i zależy od sezonu. 
Restauracja z taką tradycją dorobiła się już sławy w lokalnej społeczności. Politycy, celebryci, biznesmeni oraz turyści – wszyscy tam się pojawiają:) Restauracja wystąpiła tez w kilku filmach a jadł tam nawet James Bond w „Goldfinger”. Więc zjedliśmy i my… Przed wizyta trzeba pamiętać o kilku rzeczach. Po pierwsze nie przyjmują rezerwacji. Kto pierwszy ten lepszy – po przyjściu trzeba się wpisać na listę i czekać. Nawet do 2h godzin. Wiadomo, w weekendy i po 19tej jest więcej osób (czyli dłuższa kolejka). Na miejscu bar, w którym czas mija szybciej. Co ciekawe lokal jest ogromny – przynajmniej na 500 osób, a kolejki i tak są ogromne. Ceny jak na owoce morza przystępne, ale nadal wyższe niż lokalny hamburger:) Obowiązuje dress code, ale nam się udało wejść w trampkach… po 1,5 godzinie oczekiwania. Fajne, drogie doświadczenie. Wrócę tam, jak już znajdę pracę:)
Dla jednych rarytasy, dla innych obrzydliwe robale. Ja tam lobię wyzwania. Raczej nie da się tym najeść – dobrze że była góra frytek:) Podane na stercie lodów – może nie jestem koneserem i się nie znam, ale wolałabym jednak na ciepło 

Bartek był też bardzo odważny – ryba Mahi Mahi (że jak?)
Mahi Mahi / Koryfena – Notatnik Kuchenny – Smaki całego świata
tak wygląda ryba Mahi Mahi przed podaniem:) Dobrze, że jej nie widział wcześniej, bo by nie zjadł:)

LAS OLAS CAFE w Miami Beach

Street - Picture of Las Olas Cafe, Miami Beach - Tripadvisor
To z kolei nasze lokalne odkrycie na Miami Beach – przystępny cenowo bar z kubańskim jedzeniem. Wystrój prosty, na miejscu kilka stolików, ale najlepiej wziąć na wynos i zjeść na plaży. Ceny baaardzo przystępne. Słyną z kubańskich kanapek robionych wg specjalnej receptury. Na czym polega sekret: kubański chleb, pieczona wieprzowina, szynka, musztarda, pikle i ser. Wszystko razem zapieczone. PY-CHA za 10 dolarów zjedliśmy we dwoje:D (to tanio)
oryginalna kubańska kanapka widziana ostatnim razem na plaży w Miami Beach
TAQUIZA w Miami Beach

totopos z guacamole 7 dolarów, tacos między 3-5 dolarów (plus tip i tax)
Miejsce dobre na lunch lub na szybką przekąskę. To tacos bar – więc przychodzi się tu na tacos:) Ceny okej. Fajny ogródek na zewnątrz, obok luzacki hostel. Słyną z czarnej tortilli. Mają ekstra guacamole. No i tacos. Blisko Art Deco District, ale z dala od komercyjnego tłumu. Warto zapamiętać to miejsce. W Miami mają 3 lokalizacje

tu ich strona: https://www.taquizatacos.com/


11th STREET DINNER w Miami Beach

11th Street Diner | Restaurants in South Beach, Miami

Nie trafiliśmy tu bo brakło nam czasu, ale to świetne miejsce na wypróbowanie amerykańskich smaków. Od hamburgerów przez naleśniki po milkshaki. Dobre na śniadanie, obiad i kolacje. Knajpka z amerykańskim klimatem „jak z filmów” – co to znaczy? Jak tylko wejdziecie od razu poczujecie o co chodzi:) Sam budynek też ma ciekawą formę. Zdecydowanie must go na następny raz!
Od tego wszystkiego zrobiłam się już całkiem głodna. Dopiero co tam byliśmy a teraz wszystko pozamykane. W Chicago też pozamykali. Na razie do 30 kwietnia. No nic, to idę gotować sama. Trzeba jakoś zajeść tą kwarantannę. Na szczęście baterie w wadze padły:)

JESTEŚ TAM? TO PODZIEL SIĘ SWOJĄ OPINIĄ!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *