Przejdź do treści
Home » Blog hidden » CO ROBILIŚMY 4 LIPCA , I DLACZEGO TO WAŻNE:)

CO ROBILIŚMY 4 LIPCA , I DLACZEGO TO WAŻNE:)

Knoxville w Tennessee, downtown:)
No i wróciliśmy z Tennessee:) cali i zdrowi, chyba nie ma wirusa… Udało nam się też uniknąć przymusowej 2-tygodniowej kwarantanny w Chicago, dzięki powietrznym akrobacjom… Chodzi o to, że od 6go lipca (pn) w Chicago obowiązuje kwarantanna dla wszystkich osób, które wracają z określonych stanów, w tym Tennessee (gdzie byliśmy). Zakaz jednak nie obowiązywał sąsiedniego stanu Kentucky, gdzie udaliśmy się 5go wieczorem, aby nie zamknęli nas w domu, kiedy wróciliśmy do Chicago 7go. Brzmi to jak zaawansowana fizyka kwantowa, ale najważniejsze, że się udało. Nie złamaliśmy zakazów, wróciliśmy do domu, wycieczka nam się podobała i nie ma zakazu na wychodzenie. To ostatnie było ważne, bo jakoś nam się skumulowały wyjazdy. Właśnie jedziemy do Wisconsin na wyspę Washington Island, a we wtorek lecimy do Denver odwiedzić Rocky Mountains NP. Zrobiło się ciasno w kalendarzu, ale trzeba korzystać zanim znowu wszystko zamkną. Bo zamkną… kwestia czasu. 
Ale wracając do wyprawy, która już się odbyła: było ekstra. Dokładnie tak jak lubimy – mało planów, dużo chaosu, podróży i odkrywania nieznanego. 
DZIEŃ 1: Piątek spędziliśmy w samochodzie. To jednak 9 h czystej jazdy wg Google, ale nawet szybko nam zleciało. Z Illinois pojechaliśmy na północ przez Indianę i Kentucky. Na koniec dojechaliśmy do Tennessee – Knoxville. Nie słyszałam o tym miejscu i gdyby nie to, że padaliśmy już na twarz i noclegi były tam 2 razy tańsze niż w górach, to pewnie dalej nic bym o nim nie wiedziała:) Mają piękną starówkę, nooo może nie taką starą:) Ładny widok z mostu, i dużo lokalnych ludzików. To miejsce było tak różne od tego co widzieliśmy do tej pory. Małe amerykańskie miasteczko (tylko 200 tys.) i zero turystów. Z atrakcji po drodze odwiedziliśmy pierwsze na świecie KFC i zjedliśmy tam obiad:) Nie był to może najlepszy posiłek, ale życzenie z listy „zjeść w KFC w Kentucky” mamy załatwione. Jedna rzecz mniej do załatwienia przed powrotem do Polski. 
DZIEŃ 2: przypadł na 4 lipca czyli największe święto w Ameryce. Amerykanie świętują wtedy urodziny Bartka i przy okazji mają święto niepodległości. Najważniejsze rzeczy o tym dniu są takie, że wszyscy wyjeżdżają na weekend, jest drogo i tłumnie, a wieczorem są fajerwerki i parady:) jeee! Dzień Niepodległości obchodzony jest we wszystkich stanach regularnie od 1941 na pamiątkę Deklaracji Niepodległości ogłoszonej w 1776 przez 13 ówczesnych stanów. Tą datę uważa się za formalny początek USA. My tego dnia dotarliśmy do Smoky Mountains. Zatrzymaliśmy się w lokalnym Zakopanym zwanym Gatlinburg i podziwialiśmy niezliczone tłumy. Ilość ludzi w mieście była nie do opisania. W większości nie nosili nawet masek. Na szczęście w górach było trochę luźniej. Tego dnia zaliczyliśmy 1 promenadę w górach i 1 szlak trekkingowy. Było mgliście czyli smoky. Bo to Smoky Mountains. Lało też. Niedźwiedzi nie było. Tylko szalone wiewiórki. A wieczorem udaliśmy się na testowanie lokalnego bimbru a’la whiskey i oglądaliśmy fajerwerki z dachu parkingu. Nocleg musiał swoje kosztować – trzeba zapłacić za lokalizację:) Nasz budżet na noclegi na cały wyjazd wydaliśmy więc w 1 noc, i to jeszcze po obniżce o 100 dolarów. Jak świętować to świętować. 
DZIEŃ 3 spędziliśmy w górach. Na prawdziwym szlaku. Chociaż strażnik w lesie jako główny i najlepszy szlak polecał wybetonowaną promenadę, którą widzieliśmy dzień wcześniej. Bartek poczuł się urażony. Było hardcorowo, piękne widoki, dużo chmur i zmoczyło na całkiem nieźle też. Wieczorem pojechaliśmy do Kentucky, aby nie złamać zakazu 
DZIEŃ 4 i 5 spędziliśmy w Kentucky. Odwiedziliśmy Cumberland Falls i Cumberland Lake oraz Mammoth Cave National Park. W tym ostatnim musieliśmy polować na bilety, bo jakoś nikt nie czekał na nas z otwartymi ramionami w kasie… ale udało się, widzieliśmy co trzeba. Udało nam się nawet odwiedzić lokalną stadninę koni. 
Wróciliśmy padnięci, ale z nowymi doświadczeniami i wiedzą! …gdzie leży Kentucky oraz Tennessee …co tam jest …gdzie to jest. Napiszę jeszcze więcej o tym, co tam widzieliśmy jak tylko rozbiję namiot. Bo zaraz będzie ciemno a my nie mamy gdzie spac:P

JESTEŚ TAM? TO PODZIEL SIĘ SWOJĄ OPINIĄ!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *